Stalowa Wola: Prezentacja książki „Wdarli się na szczyt z którego inni spadli..."

  • 22-05-2015
  • wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę Powiększ czcionkę
  • Wydrukuj
  • Email
  • Skomentuj jako pierwszy!
Qr Code
MBP w Stalowej Woli MBP w Stalowej Woli

Pamięci tych, którzy walczyli pod Monte Cassino.


W czwartek, 21 maja 2015 r. w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Stalowej Woli miała miejsce prezentacja książki redaktora Stanisława Chudego „Wdarli się na szczyt z którego inni spadli. Wspomnienie o żołnierzach znad Wisły i Sanu walczących pod Monte Cassino”. W 71 lat po zdobyciu szczytu, bohaterowie z naszych stron doczekali się publikacji wspomnieniowej. Bo to pierwsza publikacja opisująca losy żołnierzy generała Władysława Andersa, pochodzących z terenu powiatu stalowowolskiego. 

18 maja 1944 r. też był czwartek. Po tygodniu od rozpoczęcia polskiego natarcia w masywie Monte Cassino, o godz. 10.20 nad ruinami klasztoru zawisła biało-czerwona flaga. Żołnierze gen. Andersa, armia oskarżana przez Sowietów o unikanie walki, a przez Niemców nazywana ironicznie „turystami Sikorskiego”, ta właśnie armia w swoim bojowym chrzcie dokonała tego, czego w trzech wcześniejszych bitwach o Monte Cassino nie udało się żołnierzom pięciu innych narodowości: od stycznia 1944 r. bili się tu Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy, Nowozelandczycy, Hindusi. Walczyły także jednostki kanadyjskie i włoscy ochotnicy. To jednak dopiero Polacy, żołnierze-tułacze wyprowadzeni z nieludzkiej sowieckiej ziemi przez gen. Andersa, zdobyli tę niezdobytą, jak się wydawało, wyniosłą fortecę, nazywaną nawet na Zachodzie „górskim Stalingradem” – mówił podczas spotkania redaktor Chudy.

I przypominał, że niełatwe były powojenne losy bohaterów, gdy znaleźli się na celowniku „władzy ludowej”. Spadały na nich różne szykany i represje, traktowano ich jako podejrzany politycznie „element od Andersa”.

W swojej książce chciałem przybliżyć ich losy i, jak to napisałem we wstępie, „ocalić dla lokalnej pamięci”, bo o wielu z nich pamięta już tylko najbliższa rodzina. Bardzo dziękuję więc tym rodzinom, i tym wszystkim, którzy okazali mi pomoc przy zbieraniu materiałów do tej książki. Dziękuję za zaufanie, bo często powierzali mi Państwo ostatnie pamiątki po tych żołnierzach: zdjęcia, dokumenty, odznaczenia, dzielili się osobistymi wspomnieniami. Dziękuję także wszystkim samorządom, firmom i osobom prywatnym, które wydanie tej książki wsparli materialnie. Nie będzie chyba przesadą, gdy powiem, że „w dobrej sprawie wystąpiliście” – przekonywał autor książki.

Z tych opowieści, jakie Stanisław Chudy zebrał, wyłania się obraz zwyczajnych ludzi, którzy dokonali, jakkolwiek trąci to patosem, nadludzkiego niemal czynu. Jak będąc „u Andersa” tęsknili okrutnie za Polską i rodzinnymi stronami, jak przebywając na obczyźnie utrzymywali dawne sąsiedzkie znajomości z Polski, przykładem chociażby sąsiedzi z Majdanu Zbydniowskiego: Krzysztof Woźniczka i Józef Chciuk, czy Bolesław Dzierżek z Kotowej Woli i Wojciech Nowak z Turbi. Jak o ich losie decydował czasem niesamowity traf, jak w przypadku Aleksandra Turka z Rozwadowa, któremu życie pod Monte Cassino uratował gruby portfel ze zdjęciami i dokumentami, noszony na piersi.

Każdy z tych żołnierzy miał swoją własną, niepowtarzalną historię. Ta historia odezwała się zresztą po latach w zaskakujący, można by powiedzieć romantyczny sposób, jak w przypadku dwójki dzieci żołnierzy spod Monte Cassino: Krystyny Świercz i Józefa Podsiadły, którzy pobrali się, a swojemu synowi dali imiona po dziadkach „od Andersa”: Aleksander Wacław.

Można też trochę żartobliwie dopowiedzieć, że czas tych żołnierzy biegł niezależnie od zegara, jak w przypadku Karola Miętusa. Otóż jego wnuk, Ryszard Latawiec odziedziczył po dziadku zegarek Omega, kupiony przez niego w czasie wojny w Teheranie. Po wielu latach, będąc w tym samym Teheranie pan Ryszard naprawił w tej samej firmie, tenże zegarek dziadka Karola.

Zdaję sobie sprawę, że nie do wszystkich żołnierzy „znad Wisły i Sanu”, a konkretnie z terenu powiatu stalowowolskiego, dotarłem. Może kiedyś, przy kolejnym, mam nadzieję, wydaniu tej książki, będzie okazja do uzupełnienia ich losów – dodaje Stanisław Chudy.

Na spotkaniu zjawili się m.in. krewni tych, którzy pod Monte Cassino walczyli. Były łzy i momenty wzruszenia. Choćby wtedy, kiedy Leokadia Kuziora z Pysznicy pokazała obraz Matki Boskiej, który w czołgu, zdobywając włoski szczyt, woził jej dziadek Bolesław Bil – Dzierżek.


Źródło: MBP w Stalowej Woli

Czytany 1225 razy Ostatnio zmieniany 22-05-2015

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Galeria filmów

zobacz wszystkie

Galeria fotografii

Kalendarium imprez

Komunikator internetowy Napisz do nas... Wyślij